Co rok to prorok…

Te zimowe mioty to mnie chyba lubią, albo inaczej, moje suczki uwielbiają zimowy, bezstresowy, przykominkowy odchów swoich dzieci. 20 listopada 2017 r, kolejna data, która wyryje się w mojej pamięci na długo. Wyczekiwany drugi miot przyszedł na świat!  Każdy hodowca wie, że porodu u suki należy się spodziewać wtedy, kiedy nie można się go spodIMG_5299ziewać.

Tak się dzieciaki rodzą podczas przyjęcia urodzinowego córki, czy w niedzielę o 2 nad ranem, kiedy na drugi dzień człowiek idzie do pracy, bo to, że hodowca to z harówki go nie zwalnia. 😉 Niemniej jednak najważniejsze, aby poród był komfortowy dla suczki ( o ile w ogóle poród może taki być..) i bez komplikacji. W naszym przypadku na szczęście tak właśnie było.

Jak z procy, w przeciągu 3 godzin wyskoczyło 5 kluseczek, trzy dziewczyny i dwaj chłopcy. Pręgusy i rudzielce. Każdy po cztery nogi, dwoje oczu, uszu i po jednym ogonie, wszystko na swoim miejscu.

Szczęścia ogrom niezmierzony, adrenalina wybija krwioobieg, zero snu i zombie mood nazajutrz w pracy, ale papiki! I nic więcej się nie liczy. 🙂 IMG_5514

Reklamy