About

Cała historia z rasą zaczęła się, kiedy jeszcze pracując w Krakowskim Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami trafił pod naszą opiekę reprezentant tejże rasy. Oddano go  z powodu wyjazdu za granicę i niemożności zabrania go ze sobą przez ówczesnych właścicieli. Pies trafił pod opiekę KTOZu, do jednego z Krakowskich hoteli dla psów. I się zaczęło…. ugodziła mnie strzała amora i po prostu zakochałam się w tym psie. Biłam się z myślami, czy powinnam dać mu dom, chciałam go adoptować, ale za dużo wątpliwości towarzyszyło mi przy tej decyzji… Wynajmowane mieszkanie, studia, praca, wolontariat…i tak przed oczami przewijały mi się na zmianę, uśmiechnięta morda i moje obawy, aż bańka pękła i trafiła się rodzina chętna przygarnąć naszego KTOZowskiego Staffordshire Bull Terriera.  Z jednej strony towarzyszyła mi radość, bo ludzie wydawali się naprawdę dla niego odpowiedni, a z drugiej strony kuło mnie w sercu rozżalenie, że to w moim życiu zagości tyle radości. Nie dawało mi to spokoju, zaczęłam czytać o rasie, jeździć na wystawy, przyglądać się i nie mogłam odpuścić. Po prostu musiałam mieć Staffika, choćby nie wiem co. Żadne przeciwności losu nie okazały się być realnymi przeszkodamIMG_5907i. Ani mieszkanie w bloku, ani praca nie stanęły mi na drodze w realizacji największego wówczas marzenia o posiadaniu Staffika. Szukałam krótko, bo zobaczyłam ją na jednym z pierwszych otwartych ogłoszeń. JEST! Dziewczyna doszczętnie skradła mi serce i nie było uproś. Nie mogłam jeść, nie mogłam spać, bo czekałam na dzień odbioru, jak na zbawienie.  Kiedy to wreszcie nastąpiło, mogę śmiało powiedzieć, że stałam się od tamtej chwili najszczęśliwszą osobą na świecie. Hodowla Xavier-Staff, to był pierwszy miot, Asia Łętowska służyła mi radą, kiedy czegoś nie wiedziałam i zawsze mogłam liczyć na jakieś sugestie w spornych kwestiach dotyczących wychowywania i żywienia psiaka. Nie rozstawałam się z Morią ani na chwilę. Jak widać, nawet do łazienki szła ze mną.. 😉 Ale zabierałam ją także do pracy, gdzie dojeżdżałam tramwajem i na urlop, w góry, nad morze, na spacery, biegać, jeździć na rowerze- WSZĘDZIE! Pies odnajdywał się w każdym miejscu i w każdej sytuacji. Kiedy Moria skończyła rok zaczęłyśmy także jeździć na wystawy i już nie w charakterze widza, ale aktywnego uczestnika. Zaczęły się pierwsze lokaty, medale i pojawił się tzw. konik, dreszczyk rywalizacji. I szybko pojęłam, że mając jeden Staffik to zdecydowanie za mało mając do tego jeszcze możliwości metrażowe w domu/mieszkaniu. Stało się, zaczęłam szukać drugiej suni… W międzyczasie wkręciłam się trochę w świat Staffikowców i  poznałam swój niekwestionowany autorytet w dziedzinie żywienia, leczenia, w ogóle zdrowego prowadzenia psa tej rasy, Ewę Matczak (Penn-Staff). Kobieta ma taką wiedzę, że chyba sami prekursorzy rasy nie wiedzieli tyle, co ona. Nie mogło IMG_9423.JPGbyć inaczej, druga suka musiała być właśnie od niej. I tak „Dzień dobry”, w moje życie wskoczyła Syria… Jak poprzednia suka była oazą spokoju, harmonii, tak druga to totalny wulkan, iskry idą z oczu, z pyska leje się tęcza. Po prostu radosny terrorysta, na każdym kroku wymuszający głaskanie i przytulanie, całowanie, turlanie, ocieranie. Po prostu wesoła wariatka mówiąca swoimi wlepionymi we mnie, okrągłymi oczami: „Człowieku, po prostu bądź i nigdzie nie odchodź”. I taki jest każdy staffik, choć nie każdy może to okazywać w tak nachalny sposób. 😀 Staffordshire Bull Terrier to pies, który rozpromieni każdy wasz dzień niezależnie od tego, czy tego chcecie, czy nie. Te psy po prostu takie są.  Staffiki uzależniają, uważajcie przyszli właściciele. Może was czekać to samo, co mnie.;)

Reklamy